Echo Soul to darmowa gra MMORPG utrzymana w klimatach fantasy. Stawiająca na ogromny świat, mnóstwo aktywności, pełną swobodę oraz dynamiczną walkę zapewnia mnóstwo godzin potencjalnej zabawy. Za produkcję odpowiada studio Nvius, w dużej mierze złożone z osób pracujących wcześniej nad Lineage II. Świat, do którego przenosimy się w grze, rozdarty jest konfliktem pomiędzy siłami dobra i zła. Przed wiekami, na skutek Wielkiej Wojny Stwórców, doszło do skażenia Drzewa Świata, które dało początek wszelkiemu życiu. Część bóstw, widząc do jak wielkiej katastrofy może to doprowadzić, podjęło wszelkie dostępne środki, aby uniknąć tragedii, ale niestety nie udało im się wytępić zła. W związku z tym ostatnią nadzieją okazują się śmiertelnicy – starannie wybrana grupa, określana jako Soulkeepers, to jedyne, co może uchronić świat przed zniszczeniem. Gracz, wcielając się w członka tego elitarnego grona, podróżuje po odległych krainach, zwalczając wszelkie przejawy zła i zepsucia. Monstra, które rozpanoszyły się na świecie, nie tylko stanowią główną przeszkodę w ponownym zaprowadzeniu porządku, ale także przetrzymują tzw. Dusze Chaosu. Nasz protagonista wchłania je po wygranej walce i dzięki temu może w późniejszym czasie aktywować specjalne umiejętności – im więcej dusz pozyskamy, tym potężniejsze są ich efekty. Do dyspozycji grających oddano łącznie sześć klas, spośród których każda ma własne drzewko rozwoju. Na świat składa się blisko sześćdziesiąt unikalnych map oraz instancji, w których oprócz walki wykonujemy również inne zadania. Łączna ilość aktywności przekracza 1600 zróżnicowanych misji, podzielonych według specyfiki na PvE oraz PvP. Pośród nich możemy znaleźć m.in. taktyczne 20-osobowe rajdy, wojny gildii czy choćby mecze z udziałem od 10 do 30 graczy w trybach w rodzaju capture the flag. Echo of Soul zostało oparte na silniku Unreal Engine 3. Dzięki temu twórcy bez zbędnego obciążania komputerów, są w stanie wygenerować dobrej jakości oprawę graficzną, połączoną z płynnymi animacjami i efektownymi sekwencjami. Gra działa na zasadach free-to-play - dostępne mikrotransakcje pozwalają m.in. zakupić nowy kostium dla postaci lub czasowe bonusy przyśpieszające progresję.
środa, 12 sierpnia 2015
Drakensang-recenzja
Jako miłośnik RPG-ów odczuwam ostatnio brak solidnych gier w starym stylu. Przez „stary styl” rozumiem tytuły takie jak mój osobisty „numer jeden” – saga Baldur's Gate oraz Planescape Torment czy Arcanum. Przy tych dziełach, a raczej arcydziełach, człowiek potrafił spędzić kilka, kilkanaście tygodni, żyjąc niemalże w dwóch światach – rzeczywistym i fantastycznym, który stawał się dostępny wraz z odpaleniem gry. Nie chcę powiedzieć, że nie ma już dobrych rolplejów, bo jest ich dużo. Wiedźmin, Oblivion, Mass Effect, Jade Empire. Ale to prostu inne gry. Na rynku właśnie pojawia się Drakensang: The Dark Eye – RPG z krwi i kości. Do Baldur's Gate mu daleko (której grze nie?), ale i tak apeluję do wszystkich graczy tęskniących za klimatem Baldura – szykujcie pieniądze i sprawcie sobie prezent na święta. Zapewniam, że się nie zawiedziecie, bo Drakensang jest grą świetną. Miasto Ferdok – to tutaj rozgrywa się znaczna część gry.
Desert Operations -recenzja
Desert Operations to jedna z bardziej znanych strategii online wydanych przez firmę Looki. Stajemy na czele niewielkiego państwa i musimy go jak najsprawniej rozwinąć, by siać postrach na swoim serwerze.
Od ostatnich kilku lat, co napewno zauważyliście, przeżywaliśmy prawdziwy wysyp wszelkiego rodzaju gier przeglądarkowych – najbardziej rozpowszechnionym gatunkiem, stały się darmowe strategie, które ze względu na swoją specyfikę, pasują jak ulał do gier MMO. Ideą strategii jest jak najefektywniejsze zarządzanie zasobami, by osiągnąć określony rezultat – zaglądamy do gry kilka razy dziennie, czasami płacimy, monitorujemy, zarządzamy armiami i surowcami. Nie jest to żadne odkrycie.
Desert Operations to bardzo typowy przedstawiciel swojego gatunku i jest wyposażona we wszystko, co typowa przeglądarkowa strategia oferuje graczom. Mamy wirtualną przestrzeń, na której budujemy niezbędne budynki, opcje chatu, wymiany wiadomości z członkami sojuszu, nie wspominając o samej funkcji stworzenia sojuszu oraz stosunkowo pokaźną ilość budynków z możliwością ich ulepszenia.
Zachciewa się ruszyć na wojnę? Włączamy mapę, wybieramy armię i czekamy na rezultaty. Najbliższym krewnym Desert Operations jest wydana również przez firmę Looki, strategia Romadoria, rozgrywająca się w czasach starożytnego Rzymu. Nie chciałbym niczego upraszczać, ale jeśli coś różni te dwie strategie, to chyba tylko i wyłącznie czasy, w których się rozgrywają – poza tym, są to praktycznie klony.
Najciekawszą częścią gry jednak jest uwspółcześnienie świata – możemy rekrutować współczesne jednostki do naszych armii. Czołgi, pancerniki, okręty podwodne, jednostki piechoty – na prawdę jest, w czym wybierać. Problem polega na tym, że zanim odblokujemy te lepsze jednostki musimy się nie lada pomęczyć. Ile tygodni nam zajmie, zanim będziemy mogli zwerbować najlepsze jednostki? To pytanie jak najbardziej na miejscu.
Od strony wizualnej, gra nie rozpieszcza nas barwą kolorów – wygląda raczej dość szaro i statycznie. Nie znajdziemy w tej strategii także elementów, które świadczyłyby że jest w niej jakiś ruch. Np. w Settlers Online czy Command and Conquer: Tiberian Alliances mogliśmy oglądać miasto lub bazę, tętniącą swoim wirtualnym życiem. Desert Operations jest po prostu strategią starszej generacji i widać to praktycznie po 15 minutach spędzonych w grze. Te kilka lat na karku widać bardzo wyraźnie, dlatego po recenzowaniu wielu gier, zastanawiałem się jak długo będzie opłacało się twórcom ją ciągnąć?
Walutą premium stanowią diamenty, które magicznie otwierają wszelkie drzwi i umożliwiają nam znaczące wzmocnienie naszego państewka. Mają one dość znaczny wpływ na gameplay, nie rozpieszczają nas cenami, ale generalnie nie ma potrzeby wydawania ani grosza, przynajmniej przez parę tygodni gry. Z zasady, raczej omijam mikropłatności, ale ostateczną decyzje pozostawiam wam. Na pewno warto poczekać i sprawdzić czy gra jest warta wydania choćby złotówki.
Od ostatnich kilku lat, co napewno zauważyliście, przeżywaliśmy prawdziwy wysyp wszelkiego rodzaju gier przeglądarkowych – najbardziej rozpowszechnionym gatunkiem, stały się darmowe strategie, które ze względu na swoją specyfikę, pasują jak ulał do gier MMO. Ideą strategii jest jak najefektywniejsze zarządzanie zasobami, by osiągnąć określony rezultat – zaglądamy do gry kilka razy dziennie, czasami płacimy, monitorujemy, zarządzamy armiami i surowcami. Nie jest to żadne odkrycie.
Desert Operations to bardzo typowy przedstawiciel swojego gatunku i jest wyposażona we wszystko, co typowa przeglądarkowa strategia oferuje graczom. Mamy wirtualną przestrzeń, na której budujemy niezbędne budynki, opcje chatu, wymiany wiadomości z członkami sojuszu, nie wspominając o samej funkcji stworzenia sojuszu oraz stosunkowo pokaźną ilość budynków z możliwością ich ulepszenia.
Zachciewa się ruszyć na wojnę? Włączamy mapę, wybieramy armię i czekamy na rezultaty. Najbliższym krewnym Desert Operations jest wydana również przez firmę Looki, strategia Romadoria, rozgrywająca się w czasach starożytnego Rzymu. Nie chciałbym niczego upraszczać, ale jeśli coś różni te dwie strategie, to chyba tylko i wyłącznie czasy, w których się rozgrywają – poza tym, są to praktycznie klony.
Najciekawszą częścią gry jednak jest uwspółcześnienie świata – możemy rekrutować współczesne jednostki do naszych armii. Czołgi, pancerniki, okręty podwodne, jednostki piechoty – na prawdę jest, w czym wybierać. Problem polega na tym, że zanim odblokujemy te lepsze jednostki musimy się nie lada pomęczyć. Ile tygodni nam zajmie, zanim będziemy mogli zwerbować najlepsze jednostki? To pytanie jak najbardziej na miejscu.
Od strony wizualnej, gra nie rozpieszcza nas barwą kolorów – wygląda raczej dość szaro i statycznie. Nie znajdziemy w tej strategii także elementów, które świadczyłyby że jest w niej jakiś ruch. Np. w Settlers Online czy Command and Conquer: Tiberian Alliances mogliśmy oglądać miasto lub bazę, tętniącą swoim wirtualnym życiem. Desert Operations jest po prostu strategią starszej generacji i widać to praktycznie po 15 minutach spędzonych w grze. Te kilka lat na karku widać bardzo wyraźnie, dlatego po recenzowaniu wielu gier, zastanawiałem się jak długo będzie opłacało się twórcom ją ciągnąć?
Walutą premium stanowią diamenty, które magicznie otwierają wszelkie drzwi i umożliwiają nam znaczące wzmocnienie naszego państewka. Mają one dość znaczny wpływ na gameplay, nie rozpieszczają nas cenami, ale generalnie nie ma potrzeby wydawania ani grosza, przynajmniej przez parę tygodni gry. Z zasady, raczej omijam mikropłatności, ale ostateczną decyzje pozostawiam wam. Na pewno warto poczekać i sprawdzić czy gra jest warta wydania choćby złotówki.
Cargo Tycoon- recenzja
Gra mmo CargoTycoon to świetna gra przeglądarkowa, która zapewni nam ogromną dozę rozrywki na długie i nudne popołudnia, czy wieczory. Jeśli jeszcze nie mieliśmy okazji zagrać w te grę, koniecznie musimy to nadrobić. Każdy z nas może spróbować swoich sił w grze CargoTycoon. Bez względu na to ile mamy lat, czy jesteśmy jeszcze dziećmi, czy już dorosłymi – zawsze możemy zagrać w CargoTycoon. Jednak nie da się ukryć, że ta gra przeglądarkowa nie jest taka prosta. Wymaga od nas bowiem naprawdę dobrego zorganizowania i współpracy z innymi graczami. W grze bowiem znajdziemy elementy z logistyki, ekonomii i transportu, a jak wiadomo nie dla każdego są to łatwe dziedziny. Jednakże gra mmo CargoTycoon naprawdę dostarczy nam wiele emocji. Możemy prowadzić własną firmę przewozową, kierować transportami, czuwać nad przeprowadzanymi zleceniami czy spedycjami – jednym słowem, to my sami możemy być dumnymi kierownikami całego przedsiębiorstwa. Nie zapominajmy jednak, że spoczywa na nas ogromna odpowiedzialność. Cały czas musimy dążyć do rozwoju firmy, a więc nie możemy pozwolić sobie na lenistwo czy brak odpowiedzialności. Tak więc ochoczo spełniajmy swoje obowiązki, a na pewno nam się to opłaci.
Dlaczego warto grać akurat w tę grą ?
Dlaczego warto grać akurat w tę grą ?
Bardzo rozbudowany świat.
Duże możliwości współpracy.
Brak liniowości gry.
Przyjazna atmosfera.
POLECAM
Black Crusade-recenzja
Black Crusade to produkcja przeglądarkowa od bardzo młodego, ambitnego i co najważniejsze - polskiego studia developerskiego, TODESIGN. Gra jest osadzona w epoce średniowiecza, z małą domieszką elementów fantasy. Wcielimy się w rolę rycerza, któremu przyjdzie wykonywać najprzeróżniejsze zadania, oraz pokonywać wiele bestii. Najbardziej rzucającym się elementem gry jest oprawa graficzna, która jest wprost fenomenalna. Szczególnie na rodzimym rynku nie znajdziemy tak dobrze skomponowanego layout'a, który zarazem jest bardzo funkcjonalny i prosty w obsłudze. Omawiana produkcja zawiera również Item Shop, jednakże jest on bardzo tani i nie wpływa mocno na rozgrywkę (oprócz pieniędzy). Sądzę, że dwa złote nie zbawią nikogo, a szczególnie weteranom tej gry dostarczą o wiele więcej frajdy.
Gra mechanicznie jest bardzo zaawansowana i nie mówię tutaj o standardowych elementach gier RPG, które oczywiście tutaj znajdziemy. Poruszanie się po mapie naszą postacią jest bardzo intuicyjne, zaś walki wyglądają nieco standardowo - typowa tekstówka, tak jak kiedyś na MS-Dos'ie. Produkcja rzecz jasna pozwala nam na stworzenie swojej gildii, zdobywanie zamków na mapach, czy ulepszanie bazy, która dostarcza później graczowi wiele dodatkowych statystyk. Ironicznym elementem jest zaś świątynia, gdzie możemy modlić się do bogów o zwiększenie statystyk postaci. Gra jest póki co w fazie Open Bety, a twórcy zamierzają wprowadzić na prawdę wiele zmian.
Gra mechanicznie jest bardzo zaawansowana i nie mówię tutaj o standardowych elementach gier RPG, które oczywiście tutaj znajdziemy. Poruszanie się po mapie naszą postacią jest bardzo intuicyjne, zaś walki wyglądają nieco standardowo - typowa tekstówka, tak jak kiedyś na MS-Dos'ie. Produkcja rzecz jasna pozwala nam na stworzenie swojej gildii, zdobywanie zamków na mapach, czy ulepszanie bazy, która dostarcza później graczowi wiele dodatkowych statystyk. Ironicznym elementem jest zaś świątynia, gdzie możemy modlić się do bogów o zwiększenie statystyk postaci. Gra jest póki co w fazie Open Bety, a twórcy zamierzają wprowadzić na prawdę wiele zmian.
Big farm-recenzja
Kariera wirtualnego farmera wkręciła nie jednego z nas, a gry farmerskie cieszą się wciąż niesłabnącą popularnością. Dobrym przykładem jest Big Farm, oferujący standardowy zestaw zadań farmerskich, ale w wyjątkowej formie – jest to najlepiej zrealizowana gra tego typu. Do tego w całości po polsku!
Rolnikiem sobie być…
Już na pierwszy rzut oka, Big Farm sprawia bardzo pozytywne wrażenie – po naszych włościach kręcą się nasi pracownicy, wiatrak młyna kręci się podczas pracy, a wszystko w bardzo kolorowej oprawie graficznej. Zaczynamy oczywiście wraz z towarzyszącym nam samouczkiem, który sprawnie i co najważniejsze – w języku polskim – pokazuje nam wszystko, co musimy wiedzieć o interfejsie i zarządzaniu naszym gospodarstwem. Początkowo nie mamy wiele budynków i można powiedzieć – widać biedę wokoło – ale dość szybko stawiamy młyn, dodatkowe pole, kurnik, magazyn i inne konstrukcje farmerskie.
Praca rolnika nigdy nie należała do lekkich, dlatego czeka nas cała masa roboty – najpierw musimy posiać, by potem móc zbierać. Czeka na nas sadzenie i uprawa roślin (warzywa i owoce) oraz hodowla i pielęgnacja zwierząt. To, co z kolei zbierzemy trzeba następnie zmielić w młynie, by w ten sposób otrzymać paszę dla zwierząt lub mąkę. W ten sposób tworzy się łańcuchy produkcyjne, ponieważ od paszy i surowca, zależy np. los kur i produkowanych przez nich jajek. By mieć jajka musimy karmić kury paszą z młyna, gdzie dostarczamy zebrany na roli surowiec – kukurydzę. Wszelkie odpadki, jakie powstają podczas hodowli zwierząt, można bez problemu wykorzystać, jako nawóz na nasze pola uprawne. Jest to jeden z elementów potrzebnych, by biznes sprawnie się kręcił.
Bo biznes musi się kręcić!
W grze chodzi przede wszystkim zarabianie, tak więc płody rolne musimy sprzedać, by w ten sposób finansować wszelkie nasze inwestycje. W miarę rozwoju naszego gospodarstwa, tworzymy coraz więcej łańcuchów produkcji, mamy dostęp do większej ilości budynków, pasz, nasion oraz zwierząt hodowlanych. Z kilku domków, powstanie lokalne farmerskie imperium! Warto o tym pamiętać, bo jak mówi stare chińskie przysłowie „podróż tysiąca mil, rozpoczyna się od pojedynczego kroku”.
W ramach funkcji premium, możemy wynająć na jakiś czas, jednego z kilku dostępnych w grze pracowników. Jednym z nich jest Steve, ekspert od budynków przetwórczych, zwiększający nam plony o 10% lub przyjemnie wyglądają Eva, specjalistka od drzew, dająca bardzo podobny bonus do naszych plonów. Każdą z tych osób, możemy wynająć na okres 5 dni. Oprócz tego są dostępne specjalne karmy i pasze premium.
Warto dodać, że za codzienne logowanie otrzymujemy różne bonusy, pomagające nam w rozwoju naszego farmerskiego biznesu. Warto o tym pamiętać, bo po 5 dniach serii logowań, otrzymamy nagrodę specjalną!
Rolnikiem sobie być…
Już na pierwszy rzut oka, Big Farm sprawia bardzo pozytywne wrażenie – po naszych włościach kręcą się nasi pracownicy, wiatrak młyna kręci się podczas pracy, a wszystko w bardzo kolorowej oprawie graficznej. Zaczynamy oczywiście wraz z towarzyszącym nam samouczkiem, który sprawnie i co najważniejsze – w języku polskim – pokazuje nam wszystko, co musimy wiedzieć o interfejsie i zarządzaniu naszym gospodarstwem. Początkowo nie mamy wiele budynków i można powiedzieć – widać biedę wokoło – ale dość szybko stawiamy młyn, dodatkowe pole, kurnik, magazyn i inne konstrukcje farmerskie.
Praca rolnika nigdy nie należała do lekkich, dlatego czeka nas cała masa roboty – najpierw musimy posiać, by potem móc zbierać. Czeka na nas sadzenie i uprawa roślin (warzywa i owoce) oraz hodowla i pielęgnacja zwierząt. To, co z kolei zbierzemy trzeba następnie zmielić w młynie, by w ten sposób otrzymać paszę dla zwierząt lub mąkę. W ten sposób tworzy się łańcuchy produkcyjne, ponieważ od paszy i surowca, zależy np. los kur i produkowanych przez nich jajek. By mieć jajka musimy karmić kury paszą z młyna, gdzie dostarczamy zebrany na roli surowiec – kukurydzę. Wszelkie odpadki, jakie powstają podczas hodowli zwierząt, można bez problemu wykorzystać, jako nawóz na nasze pola uprawne. Jest to jeden z elementów potrzebnych, by biznes sprawnie się kręcił.
Bo biznes musi się kręcić!
W grze chodzi przede wszystkim zarabianie, tak więc płody rolne musimy sprzedać, by w ten sposób finansować wszelkie nasze inwestycje. W miarę rozwoju naszego gospodarstwa, tworzymy coraz więcej łańcuchów produkcji, mamy dostęp do większej ilości budynków, pasz, nasion oraz zwierząt hodowlanych. Z kilku domków, powstanie lokalne farmerskie imperium! Warto o tym pamiętać, bo jak mówi stare chińskie przysłowie „podróż tysiąca mil, rozpoczyna się od pojedynczego kroku”.
W ramach funkcji premium, możemy wynająć na jakiś czas, jednego z kilku dostępnych w grze pracowników. Jednym z nich jest Steve, ekspert od budynków przetwórczych, zwiększający nam plony o 10% lub przyjemnie wyglądają Eva, specjalistka od drzew, dająca bardzo podobny bonus do naszych plonów. Każdą z tych osób, możemy wynająć na okres 5 dni. Oprócz tego są dostępne specjalne karmy i pasze premium.
Warto dodać, że za codzienne logowanie otrzymujemy różne bonusy, pomagające nam w rozwoju naszego farmerskiego biznesu. Warto o tym pamiętać, bo po 5 dniach serii logowań, otrzymamy nagrodę specjalną!
Berserk: The Cataclysm- recenzja
Berserk: The Cataclysm to przeglądarkowa gra karciana z elementami strategii. Gracz wciela się w postać maga walczącego o władzę nad resztkami fantastycznego świata Laar, który został nawiedzony przez potężny kataklizm. Gra została wyprodukowana przez rosyjską firmę Bytex. Jej niewątpliwą zaletą jest wykorzystanie języka HTML 5, dzięki czemu nie wymaga instalacji dodatkowych wtyczek do przeglądarki. Berserk: The Cataclysm to gra skierowana do miłośników kolekcjonowania. Odziały, nad którymi przejmujemy dowodzenie, przedstawione zostały w postaci kart, które można zbierać i układać w dostosowane do naszych potrzeb talie. Łącznie w grze znalazło się 600 unikalnych jednostek. Nad wykonaniem ilustracji każdej z nich pracowało wielu światowych artystów. Rozgrywka polega na stopniowym podbijaniu coraz większych obszarów ocalałego lądu. Po każdej zwycięskiej bitwie otrzymujemy nieco złota oraz nowe jednostki do kolekcji. To właśnie od liczby posiadanych kart oraz ich umiejętnego dobru i ułożenia w talii zależy powodzenie dalszej rozgrywki. W Berserk: The Cataclysm można z powodzeniem bawić się samemu, pokonując kolejne oddziały kontrolowane przez komputer. Dla osób preferujących zmagania z żywymi przeciwnikami przygotowano tryb „player versus player”. Ponadto integracja gry z Facebookiem pozwala dzielić się swoimi bojowymi osiągnięciami ze znajomymi.
Subskrybuj:
Posty (Atom)